Category Archives: Ficzery

Playlista treningowa – edycja gitarowa

fot. crossfitpineville.wordpress.com
fot. crossfitpineville.wordpress.com

Tak to już w życiu jest, że żeby być w miarę zdrowym, oszałamiająco powabnym i zawsze młodym należy się od czasu do czasu ruszyć z kanapy. Jak wiadomo, różnie z tym bywa, dlatego leniwy gatunek ludzki stara się z tej kanapy zwlec różnymi wymyślnymi sposobami, a jak już się zwlecze i pójdzie na trening to różnie z tym bywa, bo a to energii nie ma, a to motywacja nie ta itd., itp.

Dlatego w trosce o zdrowie czytelników/słuchaczy tej strony, cała redakcja Nirguny (czyli ja i mój leń) zebrała się i stworzyła playlistę treningową. Tak naprawdę to stworzyliśmy nawet 2 – gitarową i z bitem na 4/4, ale dziś odsłona tej pierwszej. Nie jest to oczywiście zwykła playlista, tylko nie biorący jeńców zestaw kawałków, który łapie niczego się niespodziewającego amatora sportu za twarz, targa nim ile się da, jak Reksio szynkę i pali trudne do policzenia ilości kilokalorii, zostawiając za każdym razem o 1 kg lżejszym. Mówię Wam kochani, że ta playlista jest, jak ostra tabata po godzinie ciężkiego corss-fitu, jak 20 basenów po maratonie, jak 300 pompek po 12 rundowym sparingu. Continue reading

Muzyczne dekonstrukcje – nowy cykl pod patronatem inż. Mamonia

mamon

Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem –
inż. Mamoń

Żyjemy w świecie ponowoczesnym, wszystko już było (podobno). Jak wiadomo, ponowoczesność charakteryzuje się dekonstruwaniem zastanego porządku rzeczy, mieszaniem wszystkiego ze wszystkim,  zapożyczaniem i pełną swobodą interpretacji. Ponowoczesność to stan dla twórców dogodny, bo można gawiedzi wcisnąć każdy kit, dorabiając do tego pseudonaukowy bełkot, ale też niełatwy, ponieważ wcześniejsze pokolenia rozkminiły świat na tyle sposobów, że trudno być oryginalnym i trudno tworzyć dzieła prawdziwie świeże i niepowtarzalne. Żyjemy zatem w kulturze cytatu i remixu. W tym miejscu chciałem polecić obejrzenie filmu pt.  “Kultura remixu” , który znacząco poszerzy wiedzę Szanownych Państwa o współczesnej muzyce i wprowadzi w temat właśnie rozpoczętego cyklu.

Co robią zatem – świadomie lub nieświadomie – nasi kochani twórcy? Otóż zrzynają z siebie nawzajem. Ilość harmonii w muzyce jest skończona, co dodatkowo nie pomaga w oryginalności, więc siłą rzeczy muzycy zapożyczają motywy od swoich antenatów. Raz jest to kwestia jednej frazy, kilku dźwięków, czasami są to zwykłe, legalne covery a niekiedy ordynarne plagiaty. Zdarza się, że coś takiego zostaje uznane za głębszą “inspirację” i nie ma problemu, a innymi razy robią się z tego duże kłopoty i procesy sądowe. Continue reading

Ku chwale serotoniny – poradnik praktyczny cz.2

fot. flickr.com
fot. flickr.com

(Redakcja uprzedza: post będzie się ładował pewnie pół godziny, bo skrypt dużo kawałków musi przerobić. Za utrudnienia przepraszamy.)

Zgodnie z obietnicą dziś druga część antidotum na negatywne nastroje (cz.1). Tym razem będzie żywiej i energiczniej, bo, jak rozumiem, praca domowa została odrobiona i skołatane nerwy ukoiliście wczorajszymi dźwiękowymi medykamentami.
Moje dzisiejsze myki na poprawę humoru wyglądają tak: Continue reading

Ku chwale serotoniny – poradnik praktyczny cz.1

ladybug-dandelion-perfect-timing
Jak się pewnie domyślacie do redakcji przychodzi mnóstwo maili i listów. Większość naturalnie to listy dziękczynne za wspaniała robotę, jaką wykonuję na stronie. Dziękuję – staram się, jak mogę.
Dziś rano otrzymałem niepokojącą wiadomość od osoby której nastrój – jak napisała – wygląda jak “konopna wycieraczka przed drzwiami bloku pod koniec listopada…na dodatek o 2giej w nocy i pada deszcz ze śniegiem” i że prosi o wpis nieco bardziej optymistyczny, który podniósłby nieco dołujący poziom serotoniny w ten trudny czas przesilenia i wojen. Jest to, jak rozumiem,  aluzja do muzyki, którą tu wrzucam, że niby depresyjna i dołująca. Sytuację tę można zobrazować tak:

Co prawda Nirguna.pl to nie telewizyjny koncert życzeń, ale jesteśmy otwarci na sugestie słuchaczo-czytelników i wychodzimy im na przeciw. Na dodatek za pasem święta, więc pomóc bliźniemu w Wielki Piątek trzeba jeszcze bardziej niż kiedykolwiek indziej. Continue reading

Techniczne podsumowanie roku 2014

Na wstępie chciałem ogłosić istotny KOMUNIKAT:

Jako że wszystko podlega zmianom, metamorfozy dotykają także Nirgunę. Ostatnio zmieniłem język, a od dziś na stronie będą się pojawiać utwory z gatunków, które wcześniej tu nie gościły, dlatego nie zdziwcie się jeśli zobaczycie wpisy z Milesem Davisem albo Erikiem Satie. Ogólny profil pozostaje bez zmian, ale nie chcę pozbawiać Was możliwości obcowania z pięknymi dźwiękami tylko dlatego, że nie pasują do wymyślonej wcześniej szufladki.


Co roku narzekam, że ogólny poziom muzyki jest kiepski, a że w 2014 nic się w tej kwestii nie zmieniło to oszczędzę obszernych narzekań i utyskiwań, bo wystarczająco dużo tego wszystkiego mamy dookoła.
Jak dobrze wiecie nie jestem najlepszy w trzymaniu ręki na muzycznym pulsie, więc moje zestawienie jest kompletnie niereprezentatywne dla całego rynku, z pewnością pomija jakieś oczywiste oczywistości, ale jest moje, więc posiada unikalny znak jakości, który znaczy nawet więcej niż adnotacja “Poleca Radio Zet”.

W telegraficznym skrócie – w elektronice i krajach ościennych nic przesadnie ciekawego się nie wydarzyło, indie leży, a hip-hopu za mało słuchałem, żeby się wypowiadać. Żadne płyty tektoniczne nie zostały ruszone, nie odnotowano także większegoo tsunami. Na szczęście zawsze znajdzie się coś godnego uwagi i jest kilka ciekawych zeszłorocznych kawałków, które warto znać. Poniżej znajdziecie zatem moje zestawienie, które jest dość techniczne jeśli chodzi o stylistykę. Na swój sposób, jako najlepsze wrzucam kawałki w klimacie, który odsądziłem od czci i wiary w tym wpisie – ale to są te wyjątki potwierdzające regułę ;-) Nie ma tu pewnie znanych Wam hitów (z jednym wyjątkiem), jest natomiast zestaw elektronicznych brzmień dedykowanych wyjątkowo wysublimowanym koneserom. A przecież jesteście koneserami goszcząc na tej stronie, czyż nie?
(kolejność utworów przypadkowa)

Jack J – Something (On My Mind)
Ten kawałek brzmi tak, jakby Jack J nasłuchał się elektronicznego evergreena “Deep Burnt” Pepe Bradocka i powiedział sobie w myślach “Hmm. Zrobię coś podobnego, co też stanie się klasyczne”. No i być może mu się udało.

Daniël Jacques – End Of My World
Nie bardzo wiem jak to uzasadnić. Po prostu nakręca to ponadprzeciętnie tym wokalem i rytmem.

Caribou – Can’t Do Without You
Co by nie mówić o Caribou, to jednak ciągle trzyma poziom, a w tych czasach jednorazowych wystrzałów i singli to nie jest częsta rzecz. Na każdej płycie ma coś fajnego, a na zeszłorocznej to jest najlepsze.

Traumprinz – All The Things
Prawdziwie germańskie brzmienie. Zawsze się znajdzie jakiś Niemiec, który da mocny beat na 4/4, doda kilka sampli i wyjdzie mu z tego coś zajebistego. Tym razem był to Traumprinz.

Continue reading

Rozwiązanie KONKURSU

Wiem, że wstrzymywaliście oddech przed tą chwilą. Przepraszam za opóźnienie, ale już jest po wszystkim. Znani są zwycięzcy 2 edycji konkursu “Żebr o lajk”.  Jako, że były problemy z wyłonieniem uczestników losowania, dla zachowania pełnej transparentności ekipa TVN 24 – stacji, która nadaje całą prawdę całą dobę – zarejestrowała uroczysty moment losowania. Szczęśliwych zwycięzców wylosowała najprawdziwsza sierotka. Zapraszam do obejrzenia relacji. Gratuluję zwycięzcom, nagrody prześlę pocztą.

Sekcja literacka – “Vinyl: The Analogue Record in the Digital Age”

VinylBył chyba rok 2004 kiedy, jak prawie co dzień, siedziałem w barze mlecznym “Temida” na ulicy Grodzkiej w Krakowie i jadłem obiad. Bywałem tam często, bo zaraz obok w Collegium Broscianum  studiowałem rzeczy różne w przerwach od studenckiego żywota. Jeśli chodzi o “Temidę” to szczególnie polecam tam szarlotkę, jadłem ją ostatnio we wrześniu i nadal smakowała tak samo dobrze, a na dodatek za szynkwasem stoi wciąż ten sam ponury pan oraz miła pani.

Ale do rzeczy. Otóż siedziałem tam, a obok mnie jakiś gostek opowiadał swojej koleżance, jak to był na Erasmusie w UK i że właśnie dostał się na studia doktoranckie na Yale. Wszystko słyszałem, bo mówił dość głośno, więc od razu pomyślałem, że albo jest z wielodzietnej rodziny, albo często głośno słucha muzyki. Skończyłem obiad, wyszedłem i tyle go widziałem. Tego samego dnia umówiony byłem na pogadankę z moją kumpelą K., która pomieszkiwała w tedy w bardzo fajnym studio na ostatnim piętrze kamienicy na Krowoderskiej. Było tam dobre 5 wysokich pięter bez windy i każdy, kto wchodził do tego mieszkania mówił lekko zdyszany “Czeeeść” i prosił o wodę. Pogadałem z K. dłuższą chwilę, po czym oznajmiła mi, że jakiś sąsiad z dołu zaprosił ją na małą posiadówkę, więc wdzialiśmy obuw i zeszliśmy na dół.  Otworzył nam Janek, który później okazał się krewnym Atrakcyjnego Kazimierza. Swoją drogą, to rzecz zajebista być krewnym Atrakcyjnego Kazimierza. Wchodząc do środka, od razu wiedziałem, że to będzie miłe spotkanie. Wszedłem i usłyszałem znane mi głębokie połamane rytmy połączone z przestrzenią większą niż piersi Iwony Węgrowskiej i miękkimi brzmieniami. W głębi zobaczyłem kolesia z “Temidy” sączącego piwo. Przysłuchując się muzyce, spytałem:
Good Looking Records?
– Aha – odpowiedział mi błysk oka i pełne uznania przytaknięcie.  Od razu pomyślałem sobie:

Bo musicie wiedzieć, że w tamtych czasach o tym, czym jest Good Looking Records, czyli najlepsza drum’n bassowa wytwórnia płytowa ever, wiedziało naprawdę niewiele osób. Teraz wie nawet mniej. Muzykę tworzoną przez LTJ Bukema i jego wesołą, kurewsko zdolną ferajnę odkryłem koło 1996 roku, dzięki pożyczonej kasecie Maxell, gdzie nagrany był legendarny album “Logical Progression”, który wywrócił mi muzyczny świat do góry nogami. Od tamtej pory każdy kto kojarzy, kim jest Bukem i Good Looking staje się częścią wewnętrznego kręgu wtajemniczonych. Coś jak Fight Club, tylko nie trzeba bić się po gębach.

Tym wtajemniczonym okazał się być Dominik Bartmański, mój przyjaciel, socjolog i podróżnik. Właściwie to jest powód, dla którego Dominika nie powinienem lubić – otóż wydaje mi się, że jest on oblatany w muzyce elektronicznej lepiej ode mnie, a ja bardzo trudno znoszę tę cechę u innych. Dominik potrafi nawet to, co mi się nigdy nie udaje, czyli być “na bieżąco” z nowościami. Ja jestem zazwyczaj na bieżąco 3-4 lata wstecz, a on podsyła mi linki do kawałków, które zostały wydane jakieś 3 miesiące temu. Horror. Jednak w myśl zasady, że “jak nie możesz z kimś wygrać, to musisz się z nim sprzymierzyć” przyjaźnimy się nadal, choć bardziej korespondencyjnie, bo to światowy człowiek jest.

Oprócz tego, że Dominik lubi same dźwięki, to namiętnie kolekcjonuje winyle. Ma ich górę, ciągle kupuje nowe i jeździ po świecie szperając po półkach w poszukiwaniu białych kruków i czarnych pereł. Raz przewiózł nawet całą swoją kolekcję samolotem przez Atlantyk, a wiecie przecież, że lekkie to to czarne nie jest. Wynika z tego, że należy on do rzadkiej grupy osób, które w składzie krwi posiadają drobne ilości winylu, będącego źródłem niestandardowych zachowań. Do dziś naukowcy nie mogą ustalić faktu, skąd te drobiny biorą się u części populacji. Dominik wkręcił się winyle nawet bardziej (To taka błyskotliwa gra językowa – winyle kręcą się w gramofonie, a on się wkręcił w winyle. Niezłe, co?), bo razem z niejakim Ianem Woodwardem napisali książkę pt. “Vinyl: The Analogue Record in the Digital Age” o kulturowym fenomenie czarnego krążka, która właśnie została wydana nakładem brytyjskiego wydawnictwa Bloomsbury.
Każdy, kto interesuje się tematem powinien tę pozycję mieć i nie piszę tego ze względów towarzyskich. Nie otrzymałem również gratyfikacji za ten wpis od ww. wydawnictwa. Po prostu nie ma chyba na rynku tak interesującego spojrzenia na to zagadnienie napisane nie tylko przez dobrych naukowców, ale i ludzi z pasją patrzących na obiekt swoich badań. Kawał solidnej wiedzy dla tych, którzy lubią dźwięk szurania igłą po rowkach.

Tytuł: Vinyl: The Analogue Record in the Digital Age
Autorzy: Dominik Bartmański, Ian Woodward
Wydawnictwo: Bloomsbury
Język: angielski

PS dla mugoli. Good Looking Records brzmi tak:
LTJ Bukem “Horizons”

KONKURS!

UWAGA KONKURS!!

Wczoraj na profilu FB wystartował cykliczny konkurs pt. “ŻEBR O LAJKI”

Zasady konkursu: wśród wszystkich, którzy do poniedziałku (22.12) do godz. 20.00 udostępnią na swojej fejsbukowej ścianie info o profilu Nirguna.pl, albo jakiś wpis z profilu Nirguny, zostanie rozlosowana atrakcyjna nagroda*.

*NAGRODĄ w tym, jak i przyszłych konkursach, będą obciachowe, używane płyty CD w różnym stanie. Taka płyta może być np. świetnym gwiazdkowym prezentem dla kogoś, kogo nie lubicie, a musicie dać mu prezent.

W tej edycji konkursu do wygrania kultowy album “THE FINAL COUNTDOWN” bardzo lubianej i hipsterskiej grupy EUROPE!!
(stan płyty b. dobry, przesyłka na koszt redakcji)

 

Nirguna’s best 2012 tunes

As usual I’m not quite up to date but finally it’s time to sum up last year on nirguna with the list of the best tunes. So, here are the best things I’ve heard in 2012. Of course this ranking is limited to the generes which are featured on website.
2012 wasn’t a great year for me in music. I haven’t noticed any brakethrough and I didn’t discover any band or artist, who changed my life, yet still there were few things which are really worth to remind.

Again, on top charts in many magazines or websites the winners are tunes which are completely rubish. Maybe I’m deaf, but I just can not understand most of choices made by Pitchfork, The Wire, and many more magazines. My choice is completely subjective and some picks don’t present anything “new” in music, but they just have “something”, which makes them desirable and magnetic from my point of view. So this is not the chart of best tracks in terms of musical innovation, but a ranking of a tracks I love to listen to.

And the winners are:

10.
Mr. Moods – Its Quite Something
I just love this soft trip-hop feel.

9.
Wild Cookie – Seroius Srug (Sojka mix)
This tune is a serious drug.

8.
Lana del Rey – Ride (Photek remix)

This is kind of pop I woud like to listen to in radio.

7.
The xx – Angels
Their new album isn’t step forward – to be polite –  but this single is another pearl mede of simplicity, sensitivity and introvertic feel.

6.
Kiasmos – Thrown
Nothing great considering composition, I know. But suprisingly it became to be magnetic tune for me. Relooped many times.

5.
Congi – Somnium
Best dubstep I’ve heard last year. Perfect production.

4.
Scuba  – Cognitive Dissonance
For it’s space. My best 2012 drum’n bass tune with some touches reminding Apollo 440.

3.
Bat For Lashes – Laura
They do very, very few songs so beautiful like this nowdays. Precious.

2.
Burial – Ashtray Wasp
Intensive with so wide range of styles within, hard, brave, not flattering tastes and expectations, hipnotic yet not for everyone.

1.
Tindersticks – Show Me Everything
It is the best song from propably my favourite album of the last year (“The Something Rain”)

 

Nirguna’s Top 12 tracks of 2011

All musical newspapers, blogs and web services already published their TOP lists of 2011. Nirguna is not in rush, so today I would like to show a list o my top 12 tracks of 2011.
As You can see most of music posted on this site is not brand new, becuse for me, so far, most interesting time in music genres presented here has been released in ’90 and in early years of XX century. The situation,though, is not that bad. Still there are soume tracks and albums which are important, significant, innovative and beautifull.

When I saw 2011 musical summaries I was a little bit broken. Now in fashion are harsh dubstep tunes with agressive vocals, raw hip-hop/rnb tracks with dirty rap and same as always california-boys-indie-rock clamor. There is nothing bad in harsh tones and agressive vocals, but the level of these efforts is often suprisingly dissapointing. For example, the best 2011 track according to Residentadvisor is  Blawan’s – Getting Me Down. I really can’t see (hear) the point, although i tried very much. On RA
list  there are many other (in my opinion) fails. Pitchfork list is much better for me but still disappointing. Similar regularity can be seen in other summaries. Only explanation is that this is music which musical critics promote nowdays and people like to listen. It’s a pitty.

I love minimalism (like Jan Jelinek or Pole etc.) or raw and noisy sounds (like My Bloody Valentine, Fuck Buttons) but this kind of music is engaging for me, when it is against melody, against hamony and complexity but in relation to them. When so many artists play such hard music it became to be just to disturbing. There is no evil in this tendency, but I just can’t follow it and I wait for this to end. It says a lot about state of mind and sensitivity of voulnerable people now, who create art. They seems to be harsh inside more than it was just 10 years ago, but its a topic for sociologists.

That is why I favor “old school” melody, flow, and persue for interesting haromonies. In such envirnoment dirty sounds are marvelous, they don’t do the harm but they are fantastic counteroint. And that is why the winners are:

(12) “Madness” Robert Manos
Becouse: It proves dnb can be a great song.

 

(11) “Riverside” (Lulu Rouge Remix) Agnes Obel 
Becouse: Lulu gave this song fantastic feel with this deep sounds and space.

 

(10) “Lie Down In Darkness” Moby  (Ben Hoo’s Dorian Vibe)
Becouse: it is just beautifull and still positive while being sad.

 

(9) “Over” Gus Gus
Becouse: it was propably the best dancefloor killer of 2011.


(8) “Codex” Radiohead
Becouse: still no one make such great melancholic songs like Radiohead.

 

(7) “I’m New Here” Gill Scott  Heron & Jamie XX
Becouse: it has this dub lazyness, it’s beautiful and becouse it appeared to be prophetic. Listen to this slowing and than stoping heart-beat in the end. RIP Gill.

 

(6) “She Moves Through” Blu Bar Ten (ASC Remix)
Becouse: ASC refreshed this old dnb track and took it to the next, much higher level. And it is best produced track I’ve heard last year. Played via Youtube on my stereo it sounds like from vinyl. I wonder how it really sounds from a proper source.

 

(5) “The Wilhelm’s Scream” – James Blake
Becouse: this deep “plum” repeating from time to time sounds great and it has just a touch of “that”.

 

(4) “Paradise Circus”  Burial & Radiohead
Becouse: Burial and Massive Attack in one track obviously have to be great (although their EP showed that, don’t have to every time). And it is a trip to realm to which not many artists have tickets.

 

(3) “Midnight City” M 83
Becouse: these ’80 sytnths are just stunning and it reminds me Crystal Castles “I’m not in love”.

 

 (2) “Motivation” Clams Casino
Becouse: of it’s atmosphere and beat. Album “Instrumentals” in my top 5 of the year.

 

(1) “Glass Jar” Gang Gang Dance

Becouse: it is so creative and crazy musical roller-coaster with so many faces.  The over 6 min.  intro is a joy and then it’s even better.  I heard it March for the first time and nothing beated this track later.
A masterpiece.