Tag Archives: Floating Points

Granice wyobraźni

Właśnie przeczytałem bardzo ciekawą rzecz. W czasach swojej świetności kartel z Medelin, pod wodzą Pablo Escobara, wydawał 2 500 $ (!) miesięcznie na gumki recepturki, które służyły im do robienia plików banknotów. Co równie ciekawe, w swojej księgowości ta wesoła ferajna zakładała roczne straty w przechowywanej gotówce rzędu 10%, ponieważ tyle zjadały im szczury, robaki i niszczyła woda.
Powiem szczerze, że nigdy bym nie wpadł na to, że można mieć tyle pieniędzy.

Pablo Escobar wyglądał tak:Normalnie do rany przyłóż facet.Normalnie do rany przyłóż facet.

Wątpię, czy panowie z Medelin słuchaliby takich dźwięków podszytych bitem, ale ja jak najbardziej:

Everything Everything – No Reptiles

Continue reading

Niehit

ladybug-dandelion-perfect-timingZ zeszłorocznych rzeczy warto dodać jeszcze jedno cudeńko. Właśnie cudeńko a nie “hit” czy “mega kawałek”, bo to pięknie wydziergana, klimatyczna i delikatna elektronika, której do głowy może przyjść wiele, ale na pewno nie to, żeby być przebojowym.

Polecam, podobnie jak album “Eleania”, z którego pochodzi. #Kawałkiktórychmogliścieniesłyszećw2015apowinniście.

Floating Points – For Marmish

Techniczne podsumowanie roku 2014

Na wstępie chciałem ogłosić istotny KOMUNIKAT:

Jako że wszystko podlega zmianom, metamorfozy dotykają także Nirgunę. Ostatnio zmieniłem język, a od dziś na stronie będą się pojawiać utwory z gatunków, które wcześniej tu nie gościły, dlatego nie zdziwcie się jeśli zobaczycie wpisy z Milesem Davisem albo Erikiem Satie. Ogólny profil pozostaje bez zmian, ale nie chcę pozbawiać Was możliwości obcowania z pięknymi dźwiękami tylko dlatego, że nie pasują do wymyślonej wcześniej szufladki.


Co roku narzekam, że ogólny poziom muzyki jest kiepski, a że w 2014 nic się w tej kwestii nie zmieniło to oszczędzę obszernych narzekań i utyskiwań, bo wystarczająco dużo tego wszystkiego mamy dookoła.
Jak dobrze wiecie nie jestem najlepszy w trzymaniu ręki na muzycznym pulsie, więc moje zestawienie jest kompletnie niereprezentatywne dla całego rynku, z pewnością pomija jakieś oczywiste oczywistości, ale jest moje, więc posiada unikalny znak jakości, który znaczy nawet więcej niż adnotacja “Poleca Radio Zet”.

W telegraficznym skrócie – w elektronice i krajach ościennych nic przesadnie ciekawego się nie wydarzyło, indie leży, a hip-hopu za mało słuchałem, żeby się wypowiadać. Żadne płyty tektoniczne nie zostały ruszone, nie odnotowano także większegoo tsunami. Na szczęście zawsze znajdzie się coś godnego uwagi i jest kilka ciekawych zeszłorocznych kawałków, które warto znać. Poniżej znajdziecie zatem moje zestawienie, które jest dość techniczne jeśli chodzi o stylistykę. Na swój sposób, jako najlepsze wrzucam kawałki w klimacie, który odsądziłem od czci i wiary w tym wpisie – ale to są te wyjątki potwierdzające regułę ;-) Nie ma tu pewnie znanych Wam hitów (z jednym wyjątkiem), jest natomiast zestaw elektronicznych brzmień dedykowanych wyjątkowo wysublimowanym koneserom. A przecież jesteście koneserami goszcząc na tej stronie, czyż nie?
(kolejność utworów przypadkowa)

Jack J – Something (On My Mind)
Ten kawałek brzmi tak, jakby Jack J nasłuchał się elektronicznego evergreena “Deep Burnt” Pepe Bradocka i powiedział sobie w myślach “Hmm. Zrobię coś podobnego, co też stanie się klasyczne”. No i być może mu się udało.

Daniël Jacques – End Of My World
Nie bardzo wiem jak to uzasadnić. Po prostu nakręca to ponadprzeciętnie tym wokalem i rytmem.

Caribou – Can’t Do Without You
Co by nie mówić o Caribou, to jednak ciągle trzyma poziom, a w tych czasach jednorazowych wystrzałów i singli to nie jest częsta rzecz. Na każdej płycie ma coś fajnego, a na zeszłorocznej to jest najlepsze.

Traumprinz – All The Things
Prawdziwie germańskie brzmienie. Zawsze się znajdzie jakiś Niemiec, który da mocny beat na 4/4, doda kilka sampli i wyjdzie mu z tego coś zajebistego. Tym razem był to Traumprinz.

Continue reading