Tag Archives: Radiohead

Zimna fala #1

The Cure
The Cure

Żadna zimna fala do nas na razie nie zmierza i dalej z obu kurków będzie u mnie lecieć ciepła woda, ale tak sobie pomyślałem, że zimne dźwięki na taką aurę to może być nie najgorsza propozycja. Lata ’80 nie nastrajały niektórych zbyt pozytywnie i zaowocowało to, jak wiemy, bardzo ciekawym nurtem muzyki dla ludzi wyobcowanych i nieprzystosowanych, albo za takich się mających. Reformy Żelaznej Damy mocno przegoniły klasę pracującą Zjednoczonego Królestwa i nie wszyscy się odnaleźli w zmieniającej się rzeczywistości. Bezrobocie w połączeniu ze znudzeniem wypalającym się punkiem zrodziło wyjątkowo ciekawe dziecię.

Coś mi się zdaje, że ten czasem niełatwy, ale jakże pociągający podmuch nowej/zimnej fali może być całkiem dobrym kontrapunktem do panującej aury. Nie będzie to jednak podmuch zimnej, morskiej bryzy, ale tchnienie alienacji i wrażliwości jednego z ciekawszych zjawisk w muzyce mniej lub bardziej popularnej. Stricte zimn/nowofalowe utwory poprzekładałem tu kawałkami z nieco innych klimatów, ale chłodnymi na tyle, że chyba dobrze do tego zestawienia pasują.

Nie chcę nic mówić, ale jakościowo to jeden z lepszych wpisów, jakie pojawiły się na tej stronie.

Dziś część pierwsza, jutro druga.

Joy Division – Atmosphere

Continue reading

Człowiek z lasu

Jestem człowiekiem z lasu. Żyję co prawda w mieście, w mieście które bardzo lubię, ale aglomeracja to nie jest moje naturalne środowisko.

Po raz kolejny przetarłem sobie spodnie na tyłku. Ciągle przecieram sobie spodnie na tyłku. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że mam mało spodni. Lubię mieć mało rzeczy, zatem i mało spodni, więc zazwyczaj mam tylko trzy pary, które ciągle noszę na zmianę i ciągle piorę, co sprawia, że bardzo szybko zużywają się te efekty pracy 10-lenich bangladeskich dzieci kupowane w Reserved albo innym H&M. Mój brat ma inną teorię na temat moich notorycznie przetartych pantalonów – twierdzi, że zbyt “agresywnie siadam” i być może nie dość spokojnie siedzę na czterech literach, czym przyczyniam się do nazbyt szybkiej destrukcji tekstyliów. Chyba coś w tym jest.

Dekompozycja spodni zmusiła mnie do udania się do mieszczącego się nieopodal sklepu dziewiarskiego. Znalazłem tam nawet coś dla siebie, ale wygrzebane z kupy wyprzedażowej jeansy były o numer za duże, więc poprosiłem o sprawdzenie, czy znajdę odpowiednie gdzieś w stolicy. Dzięki zaawansowanym technologiom logistyczno-sprzedażowym miła pani poinformowała mnie, że mój wymarzony rozmiar znajdę w Jankach, Złotych Tarasach, na Targówku lub w Arkadii.

Wybrałem Arkadię. Wsiadłem w metro, wysiadłem przy Dworcu Gdańskim i wyszedłem z podziemnych korytarzy na Słomińskiego na prawą stroną jezdni, patrząc w stronę Ronda Babka (nie “Zgrupowania AK Radosław” jak chce się wmówić warszawiakom). I tu pojawił się problem, bo są takie dni, że w mieście czuję się obcym przybyszem. Skala, hałas i natężenie wszystkiego stają się zupełnie nieakceptowalne, tłumy zbyt gęste, autobusy zbyt śmierdzące a asfalt zbyt czarny. Po lewej wisiały nade mną dwa monstrualne budynki mieszkalne przez deweloperów nazywane “apartamentowcami”, aby nabywców przekonać, że mieszkanie w 18-piętrowym mrówkowcu to nobilitacja i prestiż. W oddali czaiła się równie wysublimowana “Babka Tower”.

Zrzut ekranu 2015-06-24 o 22.34.35
Prestiżowe apartamentowce

Continue reading

Elon Musk

Elon Musk opieprzył kiedyś jednego z pracowników Tesli za to, że ten opuścił jakieś firmowe wydarzenie, kiedy pojechał do szpitala, aby być przy narodzinach swojego dziecka. Jak widać bycie wizjonerem ma swoją cenę. Miłego dnia w pracy.

Jakby ktoś czuł potrzebę, to TU jest czterogodzinna wersja tego kawałka, a TU dziesięciogodzinna. Jeżeli uważacie, że słuchanie czegoś takiego to ekstrawagancja, to miejcie na uwadze, że istnieje coś takiego jak 10 godzinny Pudi Pudi Challenge. Continue reading

Muzyczny siding

Zostałem zaproszony na zorganizowany z okazji 20-lecia istnienia, koncert zespołu “Collage”. O tej grupie wiedziałem tylko tyle, że istnieje i że gra rocka. Prawdę mówiąc, przed koncertem nawet nie sprawdziłem na Jutubie, czego się spodziewać więc szedłem w nieznane.

Występ artystów, jakkolwiek profesjonalny pod kątem wykonania, utwierdził mnie w przekonaniu, że pewne formy “rocka progresywnego” są dla mnie bardziej niestrawne niż zupa serowa. Wokalista śpiewał, że jest wodą a ona rzeką, potem, że jest wiatrem a ona niebem, albo na odwrót. Nie pamiętam. Z pewnością autor tekstów jest wrażliwym, wielkim romantykiem i bardzo literacko patrzy na świat, ale ta poetyka jest mi bliska równie bardzo, jak śpiewane przy ognisku gitarowe wynurzenia spod znaku “W górach jest wszystko to co kocham”. Problem z graniem tego rodzaju jest taki, że na początku te rozbuchane kreatywne ambicje artystów ranią głęboko człowieka tekstem i kiedy już myśli się, że nic gorszego się nie wydarzy gitarzysta zaczyna solówkę. Te rockowe solówki to jest jakiś muzyczny siding normalnie. Czasami się zastanawiam, czy oni wstydu nie mają tak onanizować się przed tłumem ludzi? Czy widzieliście kiedyś gitarzystkę robiącą takie bezeceństwa na scenie? Ja nie.  Ale z drugiej strony, bywają większe dewiacje więc pozwólmy im robić to, co chcą.  Tym bardziej, że sporo ludzi lubi to oglądać i jeszcze za to płaci. Ale ludzie płacą też za oglądanie amerykańskiego wrestlingu.
Może i krzywdzę tu grupę “Collage”, bo ja po prostu takiego grania nie znoszę, ale, sądząc po dużej frekwencji, mają dużo wielbicieli i niejeden biustonosz z dedykacją na scenie wylądował, więc kilka słów niezrozumienia z mojej strony nie popsuje im humoru.

Na szczęście gitarą też można inaczej.

Radiohead – House of Cards

Radiohead “The King of Limbs”

So, fially it is here. The new Radiohead album is aviliable. And again, which is rare this days, they did nothing to please anyone.

For me – so far – after first listening it’s worse than “In Rainbows”, like “Amnesiac” was worse than “Kid A”. Less melody, more rythm, still not too optimistic and very introvertic. But in my case with Radiohead music is like with Mercedes cars design – on the begening i usually say “How they could heave done that?!” and after a while  “They were deamn right!”. Let’s see if it’s such a case.

The more lirycal track is on that release, the better it is – that’s why I think “Codex”, “Give Up The Gost” and “Separator” are the best tunes here.

Below “Codex” and further below whole album to listen to.

“Codex”

“The King of Limbs” full album