Tag Archives: techno

Granice wyobraźni

Właśnie przeczytałem bardzo ciekawą rzecz. W czasach swojej świetności kartel z Medelin, pod wodzą Pablo Escobara, wydawał 2 500 $ (!) miesięcznie na gumki recepturki, które służyły im do robienia plików banknotów. Co równie ciekawe, w swojej księgowości ta wesoła ferajna zakładała roczne straty w przechowywanej gotówce rzędu 10%, ponieważ tyle zjadały im szczury, robaki i niszczyła woda.
Powiem szczerze, że nigdy bym nie wpadł na to, że można mieć tyle pieniędzy.

Pablo Escobar wyglądał tak:Normalnie do rany przyłóż facet.Normalnie do rany przyłóż facet.

Wątpię, czy panowie z Medelin słuchaliby takich dźwięków podszytych bitem, ale ja jak najbardziej:

Everything Everything – No Reptiles

Continue reading

Kościół, szkoła, strzelnica

fot. bromisteraki.blogspot.com
fot. bromisteraki.blogspot.com

Miniona kampania wyborcza przyniosła nam wiele ciekawych wydarzeń i zaskakujące dla większości rozstrzygnięcie. Były zwroty akcji, debaty i inne atrakcje, poznaliśmy też bliżej postacie takie jak Marian Kowalski czy Paweł Tanajno. Moim cichym faworytem w tym wyścigu gabinetu osobliwości o fotel prezydenta okazał jednak nie żaden z kandydatów realnie walczących o zwycięstwo, a postać dość niszowa. Mam tu na myśli mistrza dykcji i retoryki, czyli Grzegorza Brauna, którego poglądy na sprawy społeczne i polityczne są hmmm…. na pewno bardzo wyraziste.

Grzegorz Braun wygrał był kampanię wyborczą zanim się ona skończyła prezentując fascynującą, rewolucyjną i mistrzowską interpretacją Gwiezdnych Wojen, z którą należy się jak najszybciej zapoznać, jeśli tego wcześniej nie uczyniliście.. Continue reading

Ku chwale serotoniny – poradnik praktyczny cz.2

fot. flickr.com
fot. flickr.com

(Redakcja uprzedza: post będzie się ładował pewnie pół godziny, bo skrypt dużo kawałków musi przerobić. Za utrudnienia przepraszamy.)

Zgodnie z obietnicą dziś druga część antidotum na negatywne nastroje (cz.1). Tym razem będzie żywiej i energiczniej, bo, jak rozumiem, praca domowa została odrobiona i skołatane nerwy ukoiliście wczorajszymi dźwiękowymi medykamentami.
Moje dzisiejsze myki na poprawę humoru wyglądają tak: Continue reading

Muzyka rezonansu

Przedwczoraj wręczano Wiktory. Ja powinienem otrzymać SuperWiktora  dla największego blogowego opierdalacza w tym kraju. Na razie się nie udało, ale może w przyszłym roku na niego w końcu zasłużę.

Człowiek się starzeje i coraz częściej musi się przekonywać, że sport to nie zawsze jest zdrowie. Niedawno ta prawda wdarła się w sposób bolesny w moje życie i zmuszony zostałem do zrobienia rezonansu magnetycznego. W tym celu udałem się do pewnego przybytku wciśniętego miedzy Pole Mokotowskie a zapyziały stadion Skry. Swoją drogą, mimo że sam stadion i jego otoczenie wyglądają wyjątkowo biednie, tartan i boisko jest tam w dobrym stanie i wesoło trenowali tam oszczepnicy.

Kiedy już nacieszyłem się widokiem, podobnie jak ja, upadłego i kulawego przybytku sportu skierowałem się do pracowni rezonansu mieszczącej się w sąsiednim budynku. Przywitał mnie tam miły i jowialny technik oraz jego równie sympatyczna, chuda jak trzcina asystentka, co chwila popychana przez podmuchy powietrza generowane przez obecną tam muchę (skąd mucha o tej porze roku – nie wiem). Kiedy załatwiliśmy wszystkie formalności wszedłem do jasnego pomieszczenia zdominowanego przez wielki kremowy tubus, który za chwilę miał mnie połknąć na najbliższe 20 minut. Continue reading

Techniczne podsumowanie roku 2014

Na wstępie chciałem ogłosić istotny KOMUNIKAT:

Jako że wszystko podlega zmianom, metamorfozy dotykają także Nirgunę. Ostatnio zmieniłem język, a od dziś na stronie będą się pojawiać utwory z gatunków, które wcześniej tu nie gościły, dlatego nie zdziwcie się jeśli zobaczycie wpisy z Milesem Davisem albo Erikiem Satie. Ogólny profil pozostaje bez zmian, ale nie chcę pozbawiać Was możliwości obcowania z pięknymi dźwiękami tylko dlatego, że nie pasują do wymyślonej wcześniej szufladki.


Co roku narzekam, że ogólny poziom muzyki jest kiepski, a że w 2014 nic się w tej kwestii nie zmieniło to oszczędzę obszernych narzekań i utyskiwań, bo wystarczająco dużo tego wszystkiego mamy dookoła.
Jak dobrze wiecie nie jestem najlepszy w trzymaniu ręki na muzycznym pulsie, więc moje zestawienie jest kompletnie niereprezentatywne dla całego rynku, z pewnością pomija jakieś oczywiste oczywistości, ale jest moje, więc posiada unikalny znak jakości, który znaczy nawet więcej niż adnotacja “Poleca Radio Zet”.

W telegraficznym skrócie – w elektronice i krajach ościennych nic przesadnie ciekawego się nie wydarzyło, indie leży, a hip-hopu za mało słuchałem, żeby się wypowiadać. Żadne płyty tektoniczne nie zostały ruszone, nie odnotowano także większegoo tsunami. Na szczęście zawsze znajdzie się coś godnego uwagi i jest kilka ciekawych zeszłorocznych kawałków, które warto znać. Poniżej znajdziecie zatem moje zestawienie, które jest dość techniczne jeśli chodzi o stylistykę. Na swój sposób, jako najlepsze wrzucam kawałki w klimacie, który odsądziłem od czci i wiary w tym wpisie – ale to są te wyjątki potwierdzające regułę ;-) Nie ma tu pewnie znanych Wam hitów (z jednym wyjątkiem), jest natomiast zestaw elektronicznych brzmień dedykowanych wyjątkowo wysublimowanym koneserom. A przecież jesteście koneserami goszcząc na tej stronie, czyż nie?
(kolejność utworów przypadkowa)

Jack J – Something (On My Mind)
Ten kawałek brzmi tak, jakby Jack J nasłuchał się elektronicznego evergreena “Deep Burnt” Pepe Bradocka i powiedział sobie w myślach “Hmm. Zrobię coś podobnego, co też stanie się klasyczne”. No i być może mu się udało.

Daniël Jacques – End Of My World
Nie bardzo wiem jak to uzasadnić. Po prostu nakręca to ponadprzeciętnie tym wokalem i rytmem.

Caribou – Can’t Do Without You
Co by nie mówić o Caribou, to jednak ciągle trzyma poziom, a w tych czasach jednorazowych wystrzałów i singli to nie jest częsta rzecz. Na każdej płycie ma coś fajnego, a na zeszłorocznej to jest najlepsze.

Traumprinz – All The Things
Prawdziwie germańskie brzmienie. Zawsze się znajdzie jakiś Niemiec, który da mocny beat na 4/4, doda kilka sampli i wyjdzie mu z tego coś zajebistego. Tym razem był to Traumprinz.

Continue reading