Tag Archives: Ash

Ku chwale serotoniny – poradnik praktyczny cz.2

fot. flickr.com
fot. flickr.com

(Redakcja uprzedza: post będzie się ładował pewnie pół godziny, bo skrypt dużo kawałków musi przerobić. Za utrudnienia przepraszamy.)

Zgodnie z obietnicą dziś druga część antidotum na negatywne nastroje (cz.1). Tym razem będzie żywiej i energiczniej, bo, jak rozumiem, praca domowa została odrobiona i skołatane nerwy ukoiliście wczorajszymi dźwiękowymi medykamentami.
Moje dzisiejsze myki na poprawę humoru wyglądają tak: Continue reading

Podróże sentymentalne

Zimny_łokiecSamochód to dla mnie dość szczególne miejsce, jeśli chodzi o słuchanie muzyki. Często słucham w nim rzeczy, którymi nie raczę się gdzieś indziej. Są ku temu powody natury dwojakiej.

Pierwszy powód, to ograniczenia techniczne. Chcąc nie chcąc, mój automobil to już prawie youngtimer i zamiast wypasionego odtwarzacza CD ze zmieniarką, wejściem na USB i iPoda, środkową konsolę dumnie ozdabia fabryczny kaseciak “Gamma” znany wielu kierowcom samochodów koncernu z Wolfsburga. Dzięki temu w moim – godnym Janusza spod Grajewa – Passacie  słucham często kaset, które ostały mi się z zamierzchłych czasów. Mam samochodowe “kasety dyżurne” – należą do nich m.in.: koncertowy Tilt,  pierwsza płyta Wilków, “Korowód” Anawy i kilka składanek zrobionych niegdyś własnym sumptem. Wysłużony odtwarzacz kaset nie jest jednak jakimś niemożliwym do obejścia murem. Dzięki zakupionej w Saturnie za 15,99 zł przejściówce sygnał z iPoda Classic przenosi się na audiofilskie car audio i umożliwia godny podziwu mariaż technologii cyfrowej z analogową. Przejściówka jest niestety dość chimeryczna. Raz dźwięk jest naprawdę świetny, innym razem zniekształcenia są tak duże, że wolę już słuchać silnika, ale nie jestem w stanie dojść, czy to wina temperatury, wilgotności, czy faz księżyca.

Drugi powód ma przyczyny bardziej subtelne. Sama podróż, nawet najkrótsza, jest dla mnie doświadczeniem na tyle przyjemnym i “otwierającym”, że z chęcią przyjmuję do siebie bodźce, na które zazwyczaj jestem nieco zamknięty. Dlatego chętnie podczas jazdy poszerzam swoją wiedzę z frontu walki o świadomość Polaków, słuchając na zmianę Tok FM i Radia Maryja albo uwrażliwiam się słuchając radiowej “Dwójki”. Ale żeby nie było, że taki wielki ze mnie intelektualista, to w samochodzie słucham też rzeczy znacznie mniej wysublimowanych.

Jedną z moich ulubionych samochodowych playlist jest ta z hip-hopem, którego słucham właśnie głównie w aucie. Zawsze robi się z tego podróż sentymentalna, bo czasy i ja się już bardzo zmieniliśmy, ale jakoś młodziej się człowiek czuje przy tych kawałkach o wszystkim i niczym, które na krótką chwilę ewakuują w wiek niewinności. Na dobrą sprawę nigdy  bardzo dużo hip-hopu nie słuchałem, ale jest trochę utworów, które naprawdę lubię za pewną swobodę i “flow”, mimo że są często o historiach z nie mojego życia. Poniżej kilka polskich kawałków dobrze konweniujących z zimnym łokciem.

Paktofonika “Jestem Bogiem” (DJ Haem rmx)

WzgórzeYP3 “Zabić ten hałas”

Grammatik “Nie ma skróconych dróg”

Ash “Trzeba Wiedzieć”

Smarki Smark “Kawałek o życiu”