Tag Archives: indie-rock

Szum i Adam Zagajewski

pomost
Żyjemy w czasach, w których należy się wypowiedzieć nawet jeśli nie ma się nic ciekawego ani mądrego do powiedzenia. Należy nadawać by być słyszanym, tworzyć szum, nagabywać, zwracać uwagę i produkować wiele różnych bytów kierujących uwagę otoczenia na nasze mało znaczące poczynania. Mniej więcej tak, jak robi to w swojej twróczości Adam Zagajewski. Wspaniałomyślnie nie powielam błędu pana Adama (i wielu innych) i nie wrzucam postów, kiedy nie ma ku temu powodu. To w ramach wytłumaczenia dla kilku niecierpliwych dusz pytających mnie, dlaczego nic tu się nie dzieje. Za te zapytania jednak bardzo dziękuję, bo gdyby nie one to pewnie strona umarłaby niczym pewna roślinka na moim parapecie.

Nie jestem jednak lepszy niż pan Adam popełniając ten wpis i mnożąc niepotrzebne zdania, kiedy tak naprawdę chodzi tylko o 3 poniższe kawałki warte, moim zdaniem, uwagi.

A przecież cisza jest tak szlachetna.

Synkro – Changes
Continue reading

Poniesie nas wiatr

wiatr
Po czarnym jak smoła ostatnim wpisie chciałem dać coś weselszego, ale dziś nawet nie wypada.

3 dni czerwonych pasków, 7 dni ckliwych memów, 14 dni analiz w tygodnikach? Ciekawe, czy tak dramatyczne wydarzenia jak te, które dotknęły Paryż, a tak naprawdę nas wszystkich, zmuszą Europę do wyciągnięcia wniosków z tego co się dzieje?

Noir Désir – Le Vent Nous Portera

Muzyczne dekonstrukcje – nowy cykl pod patronatem inż. Mamonia

mamon

Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem –
inż. Mamoń

Żyjemy w świecie ponowoczesnym, wszystko już było (podobno). Jak wiadomo, ponowoczesność charakteryzuje się dekonstruwaniem zastanego porządku rzeczy, mieszaniem wszystkiego ze wszystkim,  zapożyczaniem i pełną swobodą interpretacji. Ponowoczesność to stan dla twórców dogodny, bo można gawiedzi wcisnąć każdy kit, dorabiając do tego pseudonaukowy bełkot, ale też niełatwy, ponieważ wcześniejsze pokolenia rozkminiły świat na tyle sposobów, że trudno być oryginalnym i trudno tworzyć dzieła prawdziwie świeże i niepowtarzalne. Żyjemy zatem w kulturze cytatu i remixu. W tym miejscu chciałem polecić obejrzenie filmu pt.  “Kultura remixu” , który znacząco poszerzy wiedzę Szanownych Państwa o współczesnej muzyce i wprowadzi w temat właśnie rozpoczętego cyklu.

Co robią zatem – świadomie lub nieświadomie – nasi kochani twórcy? Otóż zrzynają z siebie nawzajem. Ilość harmonii w muzyce jest skończona, co dodatkowo nie pomaga w oryginalności, więc siłą rzeczy muzycy zapożyczają motywy od swoich antenatów. Raz jest to kwestia jednej frazy, kilku dźwięków, czasami są to zwykłe, legalne covery a niekiedy ordynarne plagiaty. Zdarza się, że coś takiego zostaje uznane za głębszą “inspirację” i nie ma problemu, a innymi razy robią się z tego duże kłopoty i procesy sądowe. Continue reading

Elon Musk

Elon Musk opieprzył kiedyś jednego z pracowników Tesli za to, że ten opuścił jakieś firmowe wydarzenie, kiedy pojechał do szpitala, aby być przy narodzinach swojego dziecka. Jak widać bycie wizjonerem ma swoją cenę. Miłego dnia w pracy.

Jakby ktoś czuł potrzebę, to TU jest czterogodzinna wersja tego kawałka, a TU dziesięciogodzinna. Jeżeli uważacie, że słuchanie czegoś takiego to ekstrawagancja, to miejcie na uwadze, że istnieje coś takiego jak 10 godzinny Pudi Pudi Challenge. Continue reading

Pieprzyć system, czyli wpis kontestacyjny

Fot. sickchirpse.com
Fot. sickchirpse.com

Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie napisać komentarza odnośnie sprawy K. Durczoka, ale na szczęście szybko mi ta myśl przeszła. Pozostaje jednak we mnie od pewnego czasu pewien niesmak, takie ogólne zmęczenia naszym polskim ufajdanym światem medialnym, od którego całkiem nie da się uciec, chyba że ktoś zaszyje się gdzieś w Beskidzie Niskim w chacie bez prądu. Sprawa Durczoka to jedynie kolejna cegiełka wielkiego muru, z którego zbudowany nasz polski obraz świata kreowany przez media. Jako że mam go – pewnie jak  wielu – dość, zauważam u siebie rosnące nastawienie antysystemowe. Z wiekiem podobno coraz bardziej akceptujemy ogólny porządek i zasady rządzące naszym otoczeniem, a u mnie jakoś ostatnio inaczej w tym temacie.

Z tej oto okazji postanowiłem poszukać nieco w moich MP3’kach ciekawych kawałków zawierających motyw wywrotowo-kontestacyjno-rewolucyjny . Oto efekt kwerendy:

Beastie Boys – Sabotage
Continue reading

Uczuciowo i koniunkturalnie

loveCzęsto zastanawiam się, czy takie doraźne pisanie wpisów ma sens – w ostatni dzień lata “Last Day of Summer” The Cure, w Boże narodzenie “Belive” Gus Gus, jesienią “Autumn Leaves” Coldcut itd. Trochę to łatwizna, ale koniec końców fajna gra skojarzeń, więc nie będę się krygował.

Właśnie płonie Most Łazienkowski w Warszawie, więc powinienem wrzucić “Smoke on the Water”, albo “Dym” Bolca, ale się powstrzymam, bo to zbyt oczywiste. Dziś mamy jednak walentynki. Święto, jak wiemy, zachodnie, a do takowych raczej nie mam słabości. Jestem w tej kwestii konserwatystą pierwszej wody więc 1 listopada, nie chodzę na imprezy helloweenowe, nie daję dzieciom żadnych cukierków, tylko każę karzę (piłeś, nie pisz) im czytać Mickiewicza i odprawiać dziady. Wolę zdecydowanie naszą słowiańską, pogańską tradycję niż te cholerne zachodnie naleciałości. Walentynki jednak toleruję, bo okazywanie sobie pozytywnych uczuć zawsze jest dobre i jeśli pojawia się ku temu pretekst, to warto go wykorzystać bez względu na jego proweniencję. Byle by nie być przez to całe przedsięwzięcie zbytnio sterroryzowanym.

Korzystając zatem z dzisiejszej okazji (choć już blisko 24.00) wrzucam 10 ładnych kawałków, co o uczuciach ładnie grają.

Florence And The Machine – You Got The Love (The XX remix)

Motor City Drum Ensemble – L.O.V.E.
Continue reading

Bliskie spotkanie 3 stopnia

Jestem zblazowany i cyniczny, więc nie robi na mnie wrażenia, kiedy spotkam jakąś znaną osobę. Nie tracę w takich sytuacjach głosu i nie trzęsą mi się nogi, ale wczoraj otarłem się o mojego idola.

Od jakiegoś czasu, po ponad 10 latach ciszy, jestem posiadaczem telewizora. Bynajmniej go nie kupiłem, ale pożyczyłem jakiś czas temu, żeby móc oglądać filmy na 42 calach zamiast na 13. Stosunkowo niedawno w moim bloku pojawił się nowy operator kablówki, który zaproponował mi szybszy internet  i pakiet TV za 30 zł. mniej niż dotychczas płaciłem za sam net, więc się złamałem i od kilku miesięcy mam w domu telewizję. Rzeczonej TV oglądam bardzo mało, a tak zwanej rozrywki nie oglądam wcale, ponieważ poziom programów, które mają mnie rozerwać, znajduje się dalece poniżej Żuław Wiślanych. Jest natomiast jeden wyjątek, jedna gwiazda, prawdziwa perła srebrnego ekranu, wynagradzająca mi, jakże szybko postępującą, pauperyzację obrazkowej rozrywki. Tym białym krukiem jest Wróżbita Maciej, odkrywający przed widzami sekrety ich przyszłości. I wyobraźcie sobie Drodzy Czytelnicy, że wczoraj, zajmując miejsce przy stoliku w pewnym warszawskim lokalu usiadłem obok Wróżbity Macieja konferującego z równie ciekawymi jak on indywidualnościami. Zaniemówiłem i nawet o wspólną fotografię go nie poprosiłem, ech…

Fot. wrozbita-maciej.pl
Fot. wrozbita-maciej.pl (45 min. wizyta u Macieja to koszt jedynych 500 zł.)

Tymczasem podzielę się czymś gitarowym w bardzo jakościowym wydaniu. Continue reading