Tag Archives: Erykah Badu

Afryka

fot. ryankunkleman.com
fot. ryankunkleman.com

Europa właśnie kończy okres swojej dominacji w świecie. Geopolityczny punkt ciężkości świata przenosi się do Azji i proces ten jest już nieodwracalny. Europa mocno zapracowała sobie na to, działając na wszelkich możliwych polach – od gospodarki przez kulturę do świata idei. Europejczycy z godną podziwu konsekwencją podcinają gałąź na której siedzą, kwestionując wartości i mechanizmy, które zbudowały tożsamość i wyjątkowość kultury Starego Kontynentu. Teraz świat Zachodu to świat ludzi przepracowanych, bojących się  albo nie chcących zakładać rodzin, masowo leczących się na depresję, znerwicowanych ale za to z 50 calowymi telewizorami.
Do podbrzusza Europy dobija się Afryka, świat ludzi biednych, głodnych, wymęczonych wojnami i aspirujących do dostatku, który jest naszą codziennością.

Tak sobie myślę, czy nie zrobiło by nam wszystkim dobrze tak na 10 lat zamienić się miejscami. Europejczycy przesiedliliby się w okolice południa Sahary i dorzecza Konga, a chętni Afrykanie na 10 lat pożyliby sobie w naszych butach.

A jeśli chodzi o muzykę, to w afrykańskich klimatach ciągle jest wiele ciekawych rzeczy do odkrycia.

Djolof Man – Gaal bi
Continue reading

Drumbasy zamiast kawy cd.

Nie wiem, jak to jest z tym całym drum’n bassem, ale jest to gatunek, który – przynajmniej w moim przypadku – jest zdecydowanie najbardziej pobudzający. Ta teza może do końca nie dotyczy najbardziej łagodnych i jazzujących kawałków spod znaku Good Looking Records, ale one też mają w sobie jakiś łagodnie stymulujący ładunek energii świdrujący neurony i trzewia. Pewnie można by to jakoś naukowo udowodnić, badając wpływ połamanych bitów na nasz układ nerwowy i wyszłoby, że kuksańce drumbasowe działają jak podwójne espresso a inne gatunki jak latte albo lura z Costa Cafe.

Swoją drogą to takich żywszych drumbassów za dużo nie mogę słuchać nie oddając dalej energii, którą niosą, bo zwyczajnie zaczyna boleć mnie głowa.

Dziś zatem czyścimy zakładki z połamanymi rytmami co by początek tygodnia nie wyglądał tak:

lampart

Continue reading

Uczuciowo i koniunkturalnie

loveCzęsto zastanawiam się, czy takie doraźne pisanie wpisów ma sens – w ostatni dzień lata “Last Day of Summer” The Cure, w Boże narodzenie “Belive” Gus Gus, jesienią “Autumn Leaves” Coldcut itd. Trochę to łatwizna, ale koniec końców fajna gra skojarzeń, więc nie będę się krygował.

Właśnie płonie Most Łazienkowski w Warszawie, więc powinienem wrzucić “Smoke on the Water”, albo “Dym” Bolca, ale się powstrzymam, bo to zbyt oczywiste. Dziś mamy jednak walentynki. Święto, jak wiemy, zachodnie, a do takowych raczej nie mam słabości. Jestem w tej kwestii konserwatystą pierwszej wody więc 1 listopada, nie chodzę na imprezy helloweenowe, nie daję dzieciom żadnych cukierków, tylko każę karzę (piłeś, nie pisz) im czytać Mickiewicza i odprawiać dziady. Wolę zdecydowanie naszą słowiańską, pogańską tradycję niż te cholerne zachodnie naleciałości. Walentynki jednak toleruję, bo okazywanie sobie pozytywnych uczuć zawsze jest dobre i jeśli pojawia się ku temu pretekst, to warto go wykorzystać bez względu na jego proweniencję. Byle by nie być przez to całe przedsięwzięcie zbytnio sterroryzowanym.

Korzystając zatem z dzisiejszej okazji (choć już blisko 24.00) wrzucam 10 ładnych kawałków, co o uczuciach ładnie grają.

Florence And The Machine – You Got The Love (The XX remix)

Motor City Drum Ensemble – L.O.V.E.
Continue reading