Tag Archives: folk

Na południe

fot. pafos2017.eu
“Vengo” Tony Gatliff

W zeszłym tygodniu zaliczyłem nobliwe warszawskie wesele spędzając miły czas z, jak już chwaliłem się wcześniej, gwiazdą TVN’u (pozdrawiam :-)). Można zatem chyba już powiedzieć, że jestem celebrytą pełną gębą.  W końcu mam szafę i mogę z powodzeniem nazywać się szafiarzem. Ba, mam nawet bloga i na dodatek codziennie bywam na pl. Zbawiciela, co prawda w drodze do/z pracy, ale jednak.

Ten tydzień przynosi kolejny nowy związek małżeński, któremu gorąco kibicuję.  Tym razem jednak nie w stolicy a malowniczym Bielsku-Białej – mieście, które dało nam Bolka i Lolka, Reksia i Fiata 126p. Szacun. Właściwie to już nie mogę się doczekać, kogo tam spotkam. Teraz może być to już tylko Megan Fox, Scarlett Johansson albo Charlize Theron. Zatem idę spać i zbieram siły na jutrzejsze harce.

Tymczasem, ja najchętniej pojechałbym znacznie dalej na południe niż do Bielska-Białej:

Gritos De Guerra  “Arrinconamela” ze świetnego “Vengo” Tonego Gatlif’a (obejrzeć koniecznie, kto nie widział)

Afryka

fot. ryankunkleman.com
fot. ryankunkleman.com

Europa właśnie kończy okres swojej dominacji w świecie. Geopolityczny punkt ciężkości świata przenosi się do Azji i proces ten jest już nieodwracalny. Europa mocno zapracowała sobie na to, działając na wszelkich możliwych polach – od gospodarki przez kulturę do świata idei. Europejczycy z godną podziwu konsekwencją podcinają gałąź na której siedzą, kwestionując wartości i mechanizmy, które zbudowały tożsamość i wyjątkowość kultury Starego Kontynentu. Teraz świat Zachodu to świat ludzi przepracowanych, bojących się  albo nie chcących zakładać rodzin, masowo leczących się na depresję, znerwicowanych ale za to z 50 calowymi telewizorami.
Do podbrzusza Europy dobija się Afryka, świat ludzi biednych, głodnych, wymęczonych wojnami i aspirujących do dostatku, który jest naszą codziennością.

Tak sobie myślę, czy nie zrobiło by nam wszystkim dobrze tak na 10 lat zamienić się miejscami. Europejczycy przesiedliliby się w okolice południa Sahary i dorzecza Konga, a chętni Afrykanie na 10 lat pożyliby sobie w naszych butach.

A jeśli chodzi o muzykę, to w afrykańskich klimatach ciągle jest wiele ciekawych rzeczy do odkrycia.

Djolof Man – Gaal bi
Continue reading

Gdzieś na równinach midwestu

post-top-midwest-farm
(Przypominam, że trwa KONKURS)

Tak to już jest z modami w muzyce gitarowej, że raz popularne są bombastyczne barokowe aranżacje, a potem, jak już się to ludziom przesyci, wraca czas prostszych, minimalistycznych kawałków. I tak to się kołacze od intensywności Led Zeppelin czy Arcade Fire do prostoty Dylana, Oldhama i Ivera. Oba nurty trwają sobie równocześnie, ale ich popularność i obecność w powszechnej świadomości faluje  jak sinusoida pokazywana mi kiedyś przez polonistę pokazującego, jak to okresy literackie naprzemiennie zmieniają się według określonego schematu.

Wczoraj, jadąc samochodem, w Trójce usłyszałem fajny, soczyście zaaranżowany kawałek Muse i w kontrze do tego moja nieodgadniona sieć neuronów kazała przypomnieć sobie proste, bezpretensjonalne gitarowe kawałki, gdzie piękno leży w szczerości, prostocie i umiarze.
Nie ma co ukrywać, że Amerykanom pisanie takiej muzyki wychodzi najlepiej. To pewnie nieskończone przestrzenie mid-westu, Texasu i Arizony, niesiony w genach etos kowboja, poszukiwacza złota i amerykański pejzaż prowincji – o którym tak ciekawie pisał  Baudrillard – pozwalają im z taką łatwością tworzyć tęskne, proste i piękne piosenki. Na głos, gitarę i czasem skrzypce albo fortepian do akompaniamentu. Grzebią sobie w starym folku, bluegrassie i wychodzą im z tego czasem naprawdę piękne rzeczy. Zazdroszczę im tego.

Blessed Feathers – American Sands

Bon Iver – Holocene
Continue reading