Category Archives: Varia

Duch ciało opuścił

Dziś byłem na Cmentarzu Bródnowskim, który jest największą nekropolią w Europie. Jak tak spokojnie na to spojrzeć, to nie  jest najlepszego rodzaju rekord. Przy okazji odnalazłem grób prapradziadków. W sumie duża rzecz.

Ostatnio dość mocno zaniedbywałem nasze rodzime melodie. Zatem nieco nadrabiam.

Continue reading

Mistrale

Wczoraj dostałem w windzie zjebkę od sąsiadki, za to że ostatnie 2 wpisy były słabe.  Że wtorkowy się nie spodobał to jeszcze rozumiem – w końcu napisałem, że się go trochę wstydzę – ale że wczorajszy był kiepski? Wolne żarty, tu ja decyduję, co jest dobre a co złe.  Sami widzicie z kim ja muszę mieszkać na klatce.

Tak mnie wkurwia ta cała, pożal się Boże, kampania wyborcza, że napisałem pełen żółci wpis, ale go nie wrzucę, bo nie ma sensu marnować czasu na tych wszystkich nieodpowiedzialnych i bełkoczących fagasów. Lepiej posłuchać dobrej muzyki, zagłosować na najmniejsze zło i chwilę poczekać. Jak wynik będzie niepomyślny dla naszego dobra, kupi się na przecenie Mistrale, których Francja na szczęście nie da Rosji, zapakuje na nie całą polską klasę polityczną i wypuści na pięcioletni rejs po morzach i oceanach bez zawijania do portu. Jeżeli przez ten czas nie zmądrzeją i nie dorosną wyśle się ich znowu i  zatopi gdzieś na środku Atlantyku. A potem zaczniemy po bożemu od nowa.

W takie ich zapakujemy. fot. military-today.com
W takie ich zapakujemy.

Tymczasem 4 kawałki posiadające coś, czego kompletnie nie nie ma polska scena polityczna – JAKOŚĆ.

Continue reading

Wstyd się przyznać

fot. interia.pl
fot. interia.pl

Przygotowuję większy wpis o obciachowych kawałkach, które lubię mimo, że są obciachowe. Będzie niezła siara, chociaż na pewno nie większa niż obecna kampania prezydencka, bo większej poruty nie można już chyba wyprodukować. Tymczasem małe preludium tego żenującego ekshibicjonizmu, czyli kawałki trącące nieco taniością albo przesadną słodkością, które mimo wszystko z jakiegoś powodu mi się podobają.

Tego wzdychającego hipstera wyhaczyłem w jakiejś reklamie perfum.
Continue reading

Weekendstarter: vocal house

W Media Markt mają swoje wietrzenie magazynów i ja mam swoje.  Jak na piątek przystało będzie kolejna porcja żywszych kawałków, co by się towarzystwo chętniej ruszało. Tym razem vocal-house’owe kawałki, jakie na potęgę grało się w latach ’90. Schemat był taki, żeby wziąć dobrą soulową albo gospelową wokalistkę (albo zsamplować taką) dodać porządny, soczysty beat i dość melodyjną aranżację. Wychodził z tego często parkietowy killer i wszyscy byli szczęśliwi.  Było to bardzo popularne i sam się przy tym lubiłem bawić. Potem przeszedłem na hard-house i deep-house, ale czasem jakiś sentyment do złotej ery house’u się u mnie pojawia.

Problem z tym całym vocal-housem był i jest taki, że tak na dobrą sprawę jest strasznie wtórny. Cała jego siła  tkwi w zapożyczeniach z soulu, gospel i funku lat ’60, ’70 i ’80.  Efekt dzięki temu był, ale najbardziej kreatywny gatunek muzyczny to nie jest.  Nie zmienia to faktu, że sporo świetnych tanecznych kawałków wtedy powstało, a poniżej znajdziecie ich próbkę.

Joey Negro feat. Taka Boom – Must Be The Music

Ministers De La Funk ft Jocelyn Brown – Believe (Ministers Vocal Mix)

Oliver Cheatham – Get Down Saturday Night (Secret Sun Remix)

Ultra Nate – Free (Super Extended Dance Vocal Mix)

Przymusowa indywiduacja

Przez tydzień nie miałem swoich kolumn, więc słuchałem przez ten czas ciszy. Niby mógłbym puścić coś z komputera, ale za dużo mam szacunku dla muzyków i inżynierów dźwięku, spędzających długie dni w studiach, żeby potem słuchać efektów ich pracy na jakichś pierdzących popierdółkach z laptopa. A poza tym, cisza też ładnie gra i warto jej regularnie słuchać w naszym hałaśliwym świecie. Kolumn nie miałem, bo nieopatrznie pożyczyłem je do odsłuchu pewnemu gagatkowi, który planował zakup podobnych i chciał sprawdzić, jak zabrzmią z jego zestawem w jego mieszkaniu. W sumie to powinien wiedzieć jak brzmią, bo je wcześniej od niego kupiłem, ale człowieka nie zrozumiesz. I tak sprawdzał cały tydzień te kolumny, że mimowolnie dokonywałem samoistnej introspekcji, niczym eksplorujący kolejne etapy indywiduacji Jung zamknięty w swojej wieżyczce.

Wieżyczka Junga wygląda tak:

Fot. Wiki

Jak na mój gust proces indywiduacji w zeszłym tygodniu był u mnie bezowocny, natomiast głośniki już z powrotem podłączone i grają aż miło. Grają teraz Herbiego Hancocka z albumu Future 2 Future, który brzmi na nich ślicznościowo, czemu trudno się dziwić bo wyprodukował go Bill Laswell, a w składzie byli też m.in. Wayne Shorter, Tony Williams, Carl Craig, czy Chaka Khan.

Poniżej moje dwa ulubione utwory z tej płyty. Miłego weekendu.

Herbie Hancock – Be Still

Herbie Hancock - Alphabeta

Miasto moje a w nim…

Moja stolica

Kilka lat temu postanowiłem zarobić fortunę przez zakup wartościowej domeny i jej późniejszą odsprzedaż z wielomilionowym przebiciem. Niestety adres “www.sex.com” był już zajęty i plan spalił na panewce, ale do dziś uważam, że był to bardziej racjonalny pomysł na zbudowanie kapitału emerytalnego niż comiesięczne przesyłanie składek do ZUS. Milionerem może się nie stałem, ale domenę kupiłem. Na tyle atrakcyjną, że mogłem nawet myśleć o jej późniejszej odsprzedaży z jakimś zyskiem, ponieważ drogą kupna nabyłem całkiem zacny adres “www.mojastolica.com”. Chwilę upajałem się perspektywicznym nabytkiem, a domena sobie leżała gdzieś na serwerze, jednak po jakimś czasie zrobiło mi się jej żal – musicie bowiem wiedzieć, że jestem bardzo uczuciowym człowiekiem. Postanowiłem wtedy, że spróbuję coś skrobnąć o mojej Warszawie, z którą jestem coraz bardziej związany.
Skorzystałem zatem z dobrodziejstwa WordPressa i postawiłem prostą witrynę. Zapału starczyło mi na chyba 14 wpisów, a przez ostatnie 2 lata strona leżała odłogiem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wszedłem na nią kilka dni temu i okazało się, że ciągle ktoś tam zagląda mimo, że ja tego nie robię od tak dawna. Postanowiłem pociągnąć ten temat i spróbować jeszcze raz, zatem:

jeśli interesuje Was, co ciekawego widzę w naszej pięknej stolicy, zapraszam Was na www.mojastolica.com.
Założyłem też profil na Fejsbuku i Instagramaie. Pewnie nie będę tam się produkował przesadnie często, ale na pewno częściej niż dotychczas.

Z tej, jakże uroczystej, okazji wrzucam kilka fajnych kawałków z Warszawą w tle – takich nieco mniej znanych niż nieśmiertelny “Sen o Warszawie”, czy “Warszawa” T.Love. Patriotyzm lokalny wykazują szczególnie raperzy więc hip-hopu tu najwięcej, ale jest też coś w innym klimacie.
Czytelnicy Mojejstolicy będą je poznawać stopniowo, a na Nirgunie macie okazję usłyszeć je w jednym miejscu już teraz. Taki ekskluziff specjalnie dla Was.

Płyny – Warszawska plaża
Continue reading

Ciemność słyszę, słyszę ciemność

Właśnie się zorientowałem, że wczorajszy wpis był 700-nym w historii Nirguny – mamy zatem kolejny powód do świętowania (a przynajmniej ja mam). Z tej okazji nie omieszkam niedługo ogłosić 2 edycję KONKURSU z jeszcze bardziej atrakcyjną nagrodą niż poprzednio.


Top100Jak co roku o tej porze przeglądam sobie zestawienia najlepszych zeszłorocznych albumów i utworów w szeroko pojętej muzyce elektronicznej i wydaje mi się, że gdyby jakaś wyższa inteligencja z kosmosu przesłuchała większość pozycji wyróżnionych przez różne szacowne strony i magazyny, uznała by ludzkość za jakieś prymitywne drobnoustroje.
Wtórność i toporność tego co podobno jest najlepsze jest załamująca. Jeżeli przytrafi się utwór nie mający od początku do końca beatu na 4/4, rzuca się to od razu w uszy niczym Suzuki Hayabusa na wolnym wydechu. W większości przypadków brzmi to jak radosna twórczość początkujących nastolatków, którzy odkrywają możliwości komputera podarowanego im na gwiazdkę przez św. Mikołaja.  Powoli zaczynam podejrzewać, że istnieje tajna, muzyczna Grupa Bilderberg gromadząca właścicieli wytwórni płytowych, producentów i co ważniejszych muzyków. Ta grupa co jakiś czas się spotyka i ustala, co będzie grane  w najbliższych latach. Na ostatnim zjeździe rozmowa prawdopodobnie wyglądała tak:

- A: Kochani, nie za dużo melodii w tej muzyce ostatnio dajemy?
- B: Ale, że co? Złe są melodie?
- A: No nie, melodie i skomplikowane kompozycje są bardzo fajne, ale ktoś to musi pisać. Mało jest  teraz takich ludzi. Quincy ma się źle, chłopaki z Massive Attack za dużo jarają, Janusz Stokłosa nie ma weny. W pop’ie, elektronice i hip-hopie ciemna dupa. Nie ma ludzi, kurde!
- C: To prawda, A ma rację. Młoda wiara nie umie grać na instrumentach, przyssała się do Logica, Abletona i chuj wie czego, męczy ciągle te same sample pack’i z netu, nie mówiąc o ciągłym rżnięciu ze starych kawałków na potęgę  i z beatu potrafi ułożyć tylko ścieżkę na 4/4. Nędza, panowie!.
- Racja! Prawda! Trzeba coś z tym zrobić!! (głosy z sali)
- B: To wypieprzmy te melodie i harmonie i będzie po problemie.
- D: Ale tak całkiem?
- B: Całkiem może nie. Jak komuś czasem się uda coś złożyć do kupy, to niech już tak zostanie, ale generalnie melodie wypierdalamy, zostawiamy beaty, do tego jakieś sampelki, rapowanie gościa można dodać, refren laski, trochę efektów i starczy. Młodzi nie będą się podłamywać, że nic nie potrafią, ludzie szybko się do tego przyzwyczają, bo nie będzie nic innego  i będą kupować, ściągać, streamować jak leci. Mamy postmodernizm w końcu, nie? Do tego składania dawno zużytych klocków mamy dobrą ideologię.
- Świetny pomysł! Tak zróbmy! (głosy z sali)
- A: OK, w takim razie tak będziemy grali przez najbliższe 5-7 lat.
Następuje koniec spotkania uczestnicy udają się na bankiet.

Na pewno tak było. I żeby była jasność – ja uwielbiam muzykę prostą, lapidarną, ubogą w środki i bardzo lubię beat na 4/4, ale to nie może być wszystko, co muzyka (szczególnie) elektroniczna ma do zaoferowania. Na początku lat ’90 w tworzeniu muzyki przyszła rewolucja związana z upowszechnieniem komputerów i oprogramowania do tworzenia muzyki. Samplery i inne instrumenty trafiły pod strzechy i powstało zupełnie nowe spojrzenie na muzykę. Pojawiły się nowe przestrzenie, a zupełnie nowe brzmienia dały muzykom możliwość malowania muzycznych pejzaży, o których nikt nie miał wcześniej pojęcia, bo nie było narzędzi, które mogły by je stworzyć. To zderzenie ciekawych czasów, postępu technologii i co najmniej 2 zdolnych pokoleń, zaowocowało ponad 10  cholernie ciekawymi muzycznie latami.

Zawsze trafi się jakaś perła, dwie czy nawet piętnaście, ale nie ma co ukrywać, że mamy ogromny zastój od muzyki popularnej po bardzo alternatywne i z natury mało przystępne nisze. Wydaje mi się, że jedną z przyczyn tego stanu rzeczy (poza muzyczną Grupą Bilderberg naturalnie – swoją drogą to nie najgorszy pomysł na nazwę kapeli) jest fakt, że obecnie muzykę tworzy pokolenie wychowane od małego w świecie komputerów. W większości wypadków nienauczeni komponowania i grania na żywych instrumentach artyści pracują na programach komputerowych, które mimo, że dają możliwość eksploracji zupełnie nowych brzmieniowo rewirów, wpychają ich w podyktowany interfejsem i strukturą oprogramowania schemat tworzenia. Ten schemat słyszymy ciągle i ciągle na nowo aż wątroba człowieka od tego boli. Wydaje mi się, że można się z niego wyrwać, albo będąc naturalnie zdolnym albo znając zasady kompozycji i tworzenia harmonii. Ich znajomość (intuicyjna lub wyuczona) pozwala tworzyć z jednej strony muzykę bogatszą i zróżnicowaną jak i prostą i powtarzalną w sposób ciekawy i niebanalny. Nie jestem muzykiem i nie wiem, czy rzeczywiście tak to działa, ale taka mnie nęka w tej kwestii intuicja. Pewnie ważne przyczyny tego co słyszymy tkwią w świecie, który nas dziś otacza, ale to temat na inny wywód.

Efekt tego wszystkiego taki, że zanim znajdę coś fajnego, co mógłbym Wam podrzucić (poza starszymi rzeczami rzecz jasna) muszę odsłuchać długie godziny brzmieniowej hochsztaplerki udającej muzykę alternatywną. Ja szczerze dziękuję za taką alternatywę. Na szczęście zawsze coś miłego dla ucha się jednak uda człowiekowi wyszperać i wtedy radość tym większa.

Na przykład takie ładne rzeczy w malowniczym Detroit niejaki Tall Black Guy robi. Ten pan słucha starych rzeczy z miasta Motown i potrafi do nich nawiązać całkiem współczesnym brzmieniem. Płyta “8 Miles to Moenart” jeszcze z 2013 roku więc może nie świeżynka, ale stara też nie. Cała bardzo dobra więc polecam odsłuchać, a tym czasem nr 4 z tejże:

Tall Black Guy – There’s No More Soul

 

PS. Za kilka dni wrzucę swój TOP 2014.

Wciąż świątecznie, wciąż spokojnie

S. w Wigilię po raz chyba 10 zaprosił mnie na słynną “Pasterkę z żulami”, a ja po raz kolejny zmuszony byłem odmówić z powodów obiektywnych. Zaniemogłem nieco i grzałem się w domowych pieleszach. Mam nadzieję, że się nie obrazi.

Na drugi dzień Świąt też coś łagodniejszego, co by spokój i nastrój utrzymać. Nie wiem jak wygląda Mayer Hawthorne, który zapodaje tu wokale, ale jakbym był dziewczyną, to z pewnością chciałbym się tego dowiedzieć. Na dodatek Shigeto zmienił nie do poznania obrzydliwie klasyczny oryginał i uratował sytuację odpowiednią dawką mądrze użytej elektroniki.

 Dennis Coffey feat. Mayer Hawthorne – All Your Goodies Are Gone (Shigeto Remix)

ŁAMIĄCA WIADOMOŚĆ: NIRGUNA OD DZIŚ PO POLSKU!!

Czasami człowiek staje się ofiarą swojego sukcesu. Nirguna.pl niepostrzeżenie stała się megapopularnym i tak niezwykle opiniotwórczym blogiem muzycznym, że redaktorzy wszystkich Piczforków, Mixmagów i innych Resident Adwajzorów, zanim usiądą do pisania recenzji, najpierw wchodzą na tę stronę i sprawdzają, co mi się podoba. Kiedyś, we śnie odwiedził mnie nawet John Peel i powiedział, że u siebie na górze regularnie sprawdza, co ostatnio wrzuciłem. Ci redaktorzy zazwyczaj mają problem, bo podobają mi się raczej rzeczy starsze, a oni piszą głównie o tych nowych i mają nieustanny mindfuck. Teraz już wiecie, dlaczego tak trudno być recenzentem muzycznym w tych czasach i dlaczego rankingi na płyty i kawałki roku wygrywa zazwyczaj jakiś chłam. Wszyscy czekają na to co ja napiszę o nowościach, a ja o nowościach prawie wcale nie piszę, więc oni piszą, że dobre jest to, co dało im najwięcej hajsu pod stołem. Proste.
Co tu dużo gadać – tą stroną żyje muzyczny świat (mimo że Facebook i Google ciągle prowadzą skrytobójczą walkę o jak najmniejszą liczbę lajków i odsłon), ale nie żyje nią Polska. I to się musi zmienić.

NIRGUNA.PL OD DZIŚ BĘDZIE PO POLSKU!! Robię to dla Was Polacy i dla Ciebie Polsko. Dla Was, żebyście po polsku mogli czytać moje jednozdaniowe opisy, te perły rekomendacji, pełne artyzmu impresje, które w ojczystym języku będą jeszcze bardziej wyrafinowane i błyskotliwe. Dla Polski, ponieważ to jedyny sposób, żeby zmusić zagranicznych redaktorów i rzesze moich fanów, aby zaczęli uczyć się polskiego. Teraz już będą po prostu musieli.

Jeszcze nie wiem, czy będzie mi się chciało coś tłumaczyć na polski wstecz (pewnie nie), ale na pewno będzie mi się chciało więcej pisać, bo – jak powiedział niegdyś A. Wajda – “myślę po polsku i dlatego będę mówił po polsku” i jakoś to pisanie łatwiej przychodzi mi w tym naszym szeleszczącym narzeczu..

Jeżeli uznacie to za dobry pomysł – a jest to dla mnie oczywista oczywistość – to wrzućcie proszę info o Nirgunie na wasze walle, co by Wasi bliżsi i dalsi nie stracili wspaniałej możliwości obcowania z prestiżowym i ekskluzywnym blogiem, który kiedyś zaprowadzi mnie niechybnie na Pudelka i do Pałacu Prezydenckiego, gdzie otrzymam za swoją ciężką pracę odznaczenie państwowe. Dziękuję.

Igor

Aplauz

applause-gif-3

Obama

Putin-clapping-gif-Imgur-v5Mp

Kim-Jong-Un-clapping-gif