Category Archives: Electronica

Quasi-podsumowanie 2015

Everything you have ever wanted, is sitting on the other side of fear.Ten wpis tak naprawdę nie jest czymś, co można by nazwać moim muzycznym podsumowaniem ubiegłego roku, bo z odsłuchiwaniem nowych wydań jestem tak na bieżąco jak z myciem lodówki. Nie przesłuchałem pewnie większości tego, co powinienem, a znając siebie, głębszą wiedzę o muzycznych perełkach 2015 r. będę miał gdzieś w 2018.

Wrzucam zatem w kolejności przypadkowej nieco utworów w myśl hasła “Kawałki, których mogliście nie słyszeć w 2015, a powinniście”.
Później, w miarę czasu i chęci, będzie jeszcze druga część z muzą nieco bardziej wymagającą. Tymczasem:

Tame Impala – Let It Happen
Fajne i nieszablonowe.
Continue reading

Zimowo

BizonySzykowałem się od jakiegoś czasu, żeby wrzucić coś chłodnego i mroźnego, kiedy już pani Zima pozbędzie się swojej nieśmiałości i zamieni mętne kałuże w lśniące ślizgawki, a potem przykryje śniegiem szarość asfaltu miast i ugorów prowincji.  Widzę niestety, że na razie zupelnie nie potrafi wziąć spraw w swoje ręce. Nie będę zatem czekał na jej stanowczość i potraktuję nasze warszawskie -3 Celsjusza jako agresywne uderzenie fali zimna, które zaskoczyło nie tylko mnie i drogowców, ale też kawki i gołębie, które zaczynają szukać schronienia przed zimnem między rowerem a kubłem na bieliznę na moim balkonie.

W ciemne i chłodne wieczory polecam zatem zapoznać się z tym mroźnymi utworami, co by docenić magię wynalazków centralnego ogrzewania i grzańca.

BTW. To nie jest wpis dla oczekujących na sylwestrowe pląsy. On pojawi się nazajutrz.

Kate Bush – Snowflake
Continue reading

Szum i Adam Zagajewski

pomost
Żyjemy w czasach, w których należy się wypowiedzieć nawet jeśli nie ma się nic ciekawego ani mądrego do powiedzenia. Należy nadawać by być słyszanym, tworzyć szum, nagabywać, zwracać uwagę i produkować wiele różnych bytów kierujących uwagę otoczenia na nasze mało znaczące poczynania. Mniej więcej tak, jak robi to w swojej twróczości Adam Zagajewski. Wspaniałomyślnie nie powielam błędu pana Adama (i wielu innych) i nie wrzucam postów, kiedy nie ma ku temu powodu. To w ramach wytłumaczenia dla kilku niecierpliwych dusz pytających mnie, dlaczego nic tu się nie dzieje. Za te zapytania jednak bardzo dziękuję, bo gdyby nie one to pewnie strona umarłaby niczym pewna roślinka na moim parapecie.

Nie jestem jednak lepszy niż pan Adam popełniając ten wpis i mnożąc niepotrzebne zdania, kiedy tak naprawdę chodzi tylko o 3 poniższe kawałki warte, moim zdaniem, uwagi.

A przecież cisza jest tak szlachetna.

Synkro – Changes
Continue reading

Koniec weekendu i planespotting

fot. flytime.ca
fot. flytime.ca

Pewnie większość z Was, podobnie jak ja, już kończy weekend i nastawia się psychicznie na jutrzejszy, poranny powrót do codzienności. Za oknami już ciemno, chociaż całkiem ciepło jak na tę porę roku.

W stolicy wieje dziś mocno, a że akurat przejeżdżałem obok lotniska, zatrzymałem się na chwilę przy płocie na Wirażowej pooglądać z planespottersami, jak żelazne ptaki tańczą na wietrze starając się trafić w tym turbulencyjnym zamieszaniu w pas startowy. Nic dużego akurat nie lądowało, ale trafiłem na Bombardiera CRJ 900 SAS’u które bardzo lubię, bo wyglądają jak zawadiackie latające cygara. Lotnictwo ma jednak swój klimat.

Tak się zastanawiałem, co by tu wrzucić na niedzielny wieczór, żeby było dość żwawe, ale jednak wystarczająco leniwe jak na niedzielę –  padło na 2 poniższe kawałki.
PS. Roisin Murphy jest boska.

DJ Disse – Walk on the Wildside

Rosisin Murphy – House of Glass

Kolej na drzewa

fot. kolejnadrzewa.pl
fot. kolejnadrzewa.pl

Drodzy, jest sprawa. Mało muzyczna, ale na tyle dla mnie ważna, że pozwalam sobie ją tu przedstawić.  A teraz do rzeczy. W odpowiedzi na wytyczne Urzędu Transportu Kolejowego podwarszawska kolej podmiejska WKD postanowiła wyciąć wzdłuż całej swojej linii wszystkie drzewa w odległości 15 m od torów. Mają wyciąć wszystko jak leci, nie patrząc na to, czy drzewo jest zdrowe, czy chore albo czy zagraża w jakkolwiek sposób pociągom. Słowem biurokratyczny absurd, który może zniszczyć mnóstwo zieleni nie zwiększając w żaden sposób bezpieczeństwa.

W obliczu tak bezsensownej decyzji mieszkańcy okolic zebrali się i pod szyldem “Kolej na drzewa” walczą o ocalenie zieleni. Zachęcam Was do wsparcia tego protestu przez podpisanie petycji. Szczegóły znajdziecie na stronie www.kolejnadrzewa.pl. Jest też profil na FB.

Coldcut – Timber

Pańska skórka, Indianie i Dziady

Zrzut ekranu 2015-11-01 o 21.18.07
Z dzieciństwa 1 listopada kojarzy mi się ze zgrabiałymi rękoma na Cmentarzu Bródnowskim i “pańską skórką” czyli czymś, co ma tak obrzydliwą nazwę, że ani razu w życiu nie przyszło mi nawet do głowy tego spróbować. Zawsze kojarzyło mi się to z zawijaną w papier skórką przy paznokciach z palców jakiegoś pana. Sami rozumiecie. Pańska skórka co prawda pozostała, dołączyły do niej nawet gofry, kabab i żelki na kilogramy,  za to już kolejny rok jest ciepło i słonecznie więc pozostaje mi przyznać, że jestem zdecydowanym fanem globalnego ocieplenia. Będę w to ocieplenie nawet inwestował. Najchętniej zainwestowałbym w nie poprzez zakup nowego Mustanga V8 – fajna fura i wcale nie taka droga. Ten bulgot wart jest więcej. Czerwony dałby radę.

Od jakiegoś czasu 1 listopada po ulicach biegają dzieci i obchodzą święto, którego w Polsce nie ma i nigdy nie było. Dzieci w ten sposób obchodzą święto Helołin, które, jak sama nazwa wskazuje, jest świętem polegającym na witaniu zwycięstw. Amerykanie bardzo lubią zwycięstwa i już XVIII wieku po zwycięstwie nad czerwonoskórymi tubylcami, a dokładniej po ich zbiorowym wymordowaniu, ustanowili święto powitania tegoż zwycięstwa i wszystkich następnych. Jako że było ono krwawe i czerwonoskórzy słabo na tym wszystkim wyszli, w imię poprawności politycznej, Amerykanie świętują w konwencji horroru dla zaznaczenia, że witają to zwycięstwo mając świadomość, iż było ono nieco gorzkie dla pokonanych. Wszystkie inne opisy pochodzenia tego święta są oczywiście nieprawdziwe.

Do dzieci obchodzących święto powitania zwycięstwa nic nie mam – w końcu są to tylko dzieci, które lubią się bawić, wygłupiać i znajdować pretekst do wyciągania od innych słodyczy. Mam natomiast pretensję do nas  (dorosłych) o to, że żyjąc w tym konkretnym miejscu na Ziemi pozwalają, aby nasza lokalna tradycja była wypierana przez coś, co przychodzi z zewnątrz. Niech ono (to z zewnątrz)  sobie przychodzi w naszym codziennym życiu – w końcu taka jest natura rzeczy – ale w te kilka dni w roku, które czynią naszą kulturę różną od okolicznych, niech to coś jednak spada na drzewo. Continue reading

Dźwięki na niedzielę

pudelekWczoraj byłem na weselu, na którym obtańcowałem gwiazdę TVN’u (a może ona mnie, w sumie trudno wyczuć). Nie była to Justyna Pochanke. Nie chcę nic mówić, ale byliśmy najlepsi na densflorze.  Gwiazda nie dość, że dobrze tańczyła, to jeszcze nie gwiazdożyła. Więcej nie napiszę, bo, być może, gwiazda przeczyta ten wpis ;-)  Dolce vita, drodzy Państwo! Tak to jest, jak posiada się megapopularny blog muzyczny. Człowiek już tylko o krok od Pudelka i czerwonych dywanów.

Tymczasem:

Nuage – Spring Ghosts
Continue reading

Polonez

KaczmarekBardzo dawno temu, w czasach kiedy nie mogłem nawet marzyć o tym, żeby kupić samemu w sklepie piwo, otarłem się o teatr. I nie był to nawet teatr szkolny czy podwórkowy, ale prawdziwy teatr pełną gębą. Taki dla dorosłych. Prawdziwi aktorzy grali tam poważne rzeczy, a ja jako dziecko grałem tam…dziecko.

Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo to doświadczenie wpłynie na moją wyobraźnię i mimo że pochodzę z dość “artystycznego” domu, było to to dla mnie doświadczenie bardzo dojmujące i intensywne. Do dziś, kiedy zdarzy mi się pójść na jakiś spektakl, bywa, że wyczuję nosem specyficzny zapach impregnatu, którym zabezpiecza się deski sceny i przeżywam wtedy flashback, który wygląda mniej-więcej tak:

Niezwykle ważną częścią sztuki, w której grałem była muzyka, a była to muzyka wybitna. Jej autorem był Janusz A.P. Kaczmarek, który w czasie swojej współpracy z Teatrem Ósmego dnia stworzył bardzo ciekawy projekt pod nazwą “Orkiestra Ósmego Dnia”. W spektaklu wykorzystana została niezwykła, choć niełatwa, muzyka z płyty “Czekając na kometę Haleya”. Na tym albumie Kaczmarek wykorzystał unikalny instrument, jakim jest fidola Fishera – to swego rodzaju cytra, na której gra się palcami, smyczkiem i za pomocą specjalnej klawiatury. Kaczmarek na bazie fidoli stworzył swój autorski instrument – niewkacz – mający więcej strun i większą skalę niż pierwowzór. Continue reading